O autorze
Jestem psychologiem i psychoterapeutką, a także terapeutką uzależnień w Centrum probalans rozwój osobisty i zawodowy. Postanowiłam na blogu dzielić się spostrzeżeniami z gabinetu psychoterapeutycznego z perspektywy osoby siedzącej naprzeciwko. Problemy, z którymi przychodzą ludzie są trudne i bolesne, ale wierzę, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Nie ma większej satysfakcji zawodowej niż towarzyszenie i pomaganie osobie w procesie zmiany na lepsze.

Agnieszka Szafrańska - Romanów
Psycholog - Psychoterapeuta Centrum probalans

Współpracuję z portalem abczdrowie.pl

Miłość, która niszczy – o uczuciu które staje się nałogiem.

„Jeżeli miłość oznacza cierpienie, kochamy za bardzo. Jeżeli rozmawiamy głównie o nim, kochamy za bardzo. Jeżeli rozgrzeszamy go ze złych humorów, kochamy za bardzo. Jeżeli związek z nim naraża na szwank naszą równowagę emocjonalną, a nawet zdrowie i bezpieczeństwo, z pewnością kochamy za bardzo”.

Powyższe zdania pochodzą ze wstępu do książki Robin Norwood „Kobiety, które kochają za bardzo” która ukazała się po raz pierwszy w USA dokładnie 30 lat temu. Sięgając ponownie po najnowsze wydanie podręcznika Norwood nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że historie Jill, Lisy, czy Trudi opisane przez autorkę ponad ćwierć wieku temu, to historie współczesnych kobiet m.in. Olgi czy Małgosi z którymi na przestrzeni ostatnich kilku lat prowadziłam psychoterapię. Niezależnie od szerokości geograficznej czy czasu były, są i niestety będą kobiety pragnące być kochane za wszelką cenę, goniące z uczuciem do tego stopnia, że staje się dla nich nałogiem.



Toksyczne wybory
„Zawsze trafiali mi się pokręceni faceci – mówi 30 letnia Olga. To znaczy na początku wydawali się być całkiem normalni, nawet więcej – czułam się przy nich wyjątkowo. I właśnie wtedy, gdy angażowałam się tak bardzo, że zaczęłam wyobrażać sobie wspólną przyszłość czar pryskał”. Czar pryskał jak mówiła Olga, ale ona wciąż tkwiła w relacji. Z ostatnim partnerem Witkiem była jeszcze 2 lata zanim w końcu odeszła. Pewnie nadal byliby razem, gdyby nie dowiedziała się, że inna kobieta spodziewa się jego dziecka. Przez te dwa lata narażała siebie na ból psychiczny, upokorzenia, łzy.
„Mój ostatni chłopak Tomek okazał się podobny do dwóch poprzednich. Ale dopiero „zmarnowane” 5 lat przy Tomaszu dało mi do myślenia, i zmusiło do refleksji, że powtarzam wciąż jakiś schemat” – zwierzała się 35 letnia prawniczka Małgosia. Zarówno Tomek , jak i wcześniejsi partnerzy Małgorzaty wymagali od niej ciągłej pomocy, wspierania, organizowania życia. „Czułam się przy nich jak matka, nie jak kobieta i partnerka, ale w nich tkwiłam, bo chyba wciąż miałam nadzieję, że przy mnie dorosną i stworzymy dojrzały związek”.
Między innymi właśnie złudna nadzieja na zmianę partnera w kogoś innego - jak w przypadku Małgosi czy iluzja szczęśliwego życia i stworzenia rodziny u boku mężczyzny, który krzywdzi i wykorzystuje jak u Olgi popycha kobiety do trwania destrukcyjnych związkach. Kobiety te nie trafiają na takich mężczyzn, one ich wybierają, choć wyboru często dokonują nieświadomie.

Powrót do źródeł
Tak jak kobiety kochające za bardzo nie dokonują wyboru toksycznego partnera przypadkowo, tak i ich skłonność do angażowania się w niezdrowe relacje to nie jest dzieło przypadku a efekt wychowywania się w konkretnej, niestety często dysfunkcyjnej rodzinie. Co charakteryzuje taką rodzinę? Przede wszystkim fakt, że dysfunkcyjny dom nie zaspokaja potrzeb emocjonalnych. Potrzeba bezpieczeństwa, akceptacji, bezwarunkowej miłości, ważności, bliskości, docenienia - że wymienię tylko te podstawowe potrzeby - to budulec dla delikatnej, ale jak ważnej sfery emocjonalnej kształtującej w człowieku adekwatny obraz siebie, poczucie własnej wartości, szacunku do własnej osoby. Dysfunkcyjny dom to z pewnością dom alkoholowy (będący źródłem syndromu dorosłego dziecka z rodziny alkoholowej tzw. DDA). Niestety nie tylko problem alkoholizmu w rodzinie pochodzenia działa dysfunkcjonująco: wszelkie uzależnienia dręczące rodzinę (narkomania, lekomania, uzależnienia behawioralne), przemoc (fizyczna, psychiczna, emocjonalna, seksualna), powtarzające się awantury i napięcia emocjonalne w rodzinie lub tzw. ciche dni trwające tygodniami, sztywność i schematyzm zachowań w rodzinie, chłód emocjonalny rodziców względem siebie i względem dzieci i wiele innych postaw patalogizujących relacje między członkami rodziny, których największymi ofiarami są dzieci.

Głód miłości
„Głodny zaspokoi się byleczym” – przerażająco celna metafora zaczerpnięta z książki Norwood obrazuje mechanizm wikłania się w relacje z toksycznym partnerem. Niezauważona, nieakceptowana, niedoceniona w rodzinie dziewczynka już jako dorosła kobieta euforycznie reaguje na czarującego, adorującego partnera pomijając tym samym niezwykle niebezpieczne fakty: że np. nadużywa alkoholu, sięga po narkotyki, ma skłonności do romansowania z innymi kobietami lub jest próżniakiem na którego trzeba pracować i wciąż się nim opiekować.
W rodzinie dysfunkcyjnie nic nie było łatwe - nawet odwzajemnianie uczuć dziecka stanowiło dla wielu rodziców wyzwanie nie do spełnienia. Dlatego też schemat zaczerpnięty z domu polegający na „walce” o miłość i akceptację, jest często odwzorowywany w dorosłych relacjach. W batalii o partnera kobieta jest gotowa na daleko idące poświęcenia oczekując cudu przemiany „zimnego drania” w czułego towarzysza życia. Niestety zanim zrozumieją, że nikogo do miłości nie da się przekonać mijają lata.

Kobiety walczące o uczucie wpadają w zastawioną przez siebie pułapkę. Dreszcz emocji podczas batalii o szczęście jest tak wysoki, że wejście w normalny związek, bez uczuciowej sinusoidy o wysokich amplitudach wydaje się nudne i bezsensowne. To jak porównać jazdę rollecoasterem do podróży koleją. Dlatego poukładani mężczyźni, mimo iż deklaratywnie kobiety ich pragną, po bliższym poznaniu wydają się dla nich nudni, przewidywalni i mało ekscytujący.

Czas na wyzdrowienie
Z każdego uzależnienia można się wyleczyć, także z nałogowej miłości – tej za wszelką cenę, bez względu na konsekwencje, doznane szkody i cierpienia. Podręcznik Robin Norwood pomoże otworzyć oczy wielu kobietom uwięzionym w szponach toksycznych relacji, ale czy pomoże wyzdrowieć? Moim zdaniem do wyjścia z każdego nałogu potrzeba wsparcia innych osób, które z dystansem pomogą zobaczyć trudną prawdę. Podczas psychoterapii w kontakcie z psychoterapeutą powoli przepracowuje się schematy obecnego życia sięgając do korzeni dysfunkcyjnego domu. Kobiety kochające z bardzo przychodzące po pomoc psychologiczną przekonują się podczas psychoterapii, że związek bez ciągłej walki może być również emocjonujący – nie jak wirowanie na rollecoasterze ale może jak podróż pendolino? :-)

Wszystkie kobiety podejrzewające, że kochają za bardzo zachęcam do lektury, a także do zmierzenia się z problemem w kontakcie z psychologiem, psychoterapeutą.
Trwa ładowanie komentarzy...