O autorze
Jestem psychologiem i psychoterapeutką, a także terapeutką uzależnień w Centrum probalans rozwój osobisty i zawodowy. Postanowiłam na blogu dzielić się spostrzeżeniami z gabinetu psychoterapeutycznego z perspektywy osoby siedzącej naprzeciwko. Problemy, z którymi przychodzą ludzie są trudne i bolesne, ale wierzę, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Nie ma większej satysfakcji zawodowej niż towarzyszenie i pomaganie osobie w procesie zmiany na lepsze.

Agnieszka Szafrańska - Romanów
Psycholog - Psychoterapeuta Centrum probalans

Współpracuję z portalem abczdrowie.pl

Złość wcale nie taka zła!

Złość. Żadna z emocji nie budzi takich kontrowersji. Ma mocno zszarganą reputację: kojarzona jest z napadami furii, impulsywnością, destrukcyjną agresją. Prawda o złości jest zupełnie inna – to niezwykle potrzebne uczucie, które odpowiednio wykorzystane przynosi wiele dobrego!

Uwaga, pali się kontrolka
Co robi rozsądny kierowca, gdy na pulpicie pali się czerwona lampka? Jest to dla niego ostrzeżenie: „dzieje się coś nieprawidłowego – działaj, bo inaczej będziesz mieć kłopoty”. Jak zignoruje ten komunikat stanie na środku drogi z pustym bakiem lub zatrze silnik z powodu braku oleju. Złość ma podobną funkcję – informuje nas o nieprawidłowościach jakie dzieją się w otoczeniu, w relacjach z innymi ludźmi. Jak czujemy złość oznacza to, że nasza psychika ostrzega, podobnie jak czerwona lampka, że trzeba działać. To bardzo biologiczne uczucie, którego wiele osób nie potrafi wykorzystać do ochrony siebie.



Przykre konsekwencje
Moja klientka Ania podczas jednej z sesji psychoterapii relacjonuje: „Jechałam tramwajem, jakiś chłopak wsiadł z wielkim plecakiem, całą drogę mnie trącał i jakby nigdy nic przeglądał telefon. Czułam irytację, rozdrażnienie, zrobiło mi się gorąco, nie mogłam się skupić. Niby wiedziałam, że powinnam zareagować, ale pomyślałam – nie warto wszczynać kłótni. Potem w pracy szef na pięć minut przed wyjściem wręczył mi pilne zadanie, niby tylko na pół godziny, ale przez to nie zdążyłam na umówioną wizytę do fryzjera. Szefowi nie wolno odmawiać-pomyślałam- mimo, że czułam iż to nie fair. Jak doszłam do domu okazało się, że mąż mimo ustaleń nie zrobił obiecanych zakupów. No i poszło. Zrobiłam mu piekielną awanturę. On stwierdził, że nie panuję nad sobą, jestem agresywna. Po wybuchu na chwilę zrobiło mi się lżej, ale za chwilę miałam ogromne poczucie winy”. Ania była zdruzgotana, z poczuciem, że jest rozchwianą emocjonalnie furiatką. A mogło być zupełnie inaczej. Wszystkie trzy osoby opisane w historii Ani przekroczyły jej granicę dopuszczając się nadużyć wobec niej. I to bez złych intencji, nie chciały jej zdenerwować, po prostu nie uwzględniły jej potrzeb, a ona nie protestowała. Nie zareagowała lub tak jak w przypadku męża odreagowała na nim złość z całego dnia, bo przelała się przysłowiowa kropla. Zignorowała czerwone lampki ostrzegawcze. Ania zbierała złość i napełniała się nią jak balon powietrzem. Gdyby – na mocy złości ale bez agresji – dała sobie prawo do zwrócenia uwagi chłopakowi w tramwaju, odmówienia szefowi to mąż nie zgarnąłby konsekwencji cały dzień zbieranego przez żonę gniewu. Ania pękła jak balon do którego wpuszcza się powietrze, ale go nie opróżnia.

Zaufać sobie
Złość pomaga chronić swój dobrostan, informuje o tym, że inni ludzie wkraczają na nasze terytorium (te fizyczne ale i psychologiczne) i czynią nam szkody: nie szanując naszych potrzeb, nadużywając nas (w pracy, w relacjach), obrażając nas, manipulując, stawiając nadmiarowe wymagania. Jak potrafimy właściwie odbierać sygnały płynące z naszego ciała (napięcie mięśni, podwyższenie ciśnienia, przyspieszenie bicia serca, uczucie gorąca), myśli („Inni zagrażają mi lub ranią mnie”, „Nie trzymają się zasad”, „Nie szanują mnie”), czy nastroju (poczucie rozdrażnienia, dyskomfortu) to umiemy się też chronić przed „intruzami” wchodzącymi bezpardonowo w nasz obszar. Ania odczuwała symptomy złości ale bała się je wykorzystać dla ochrony siebie. Widziała czerwoną kontrolkę, ale zamiast zareagować uznała „nie warto”. Musiała przy tym stłumić złość, „upchać” głęboko, aby nie czuć dyskomfortu. Ale złość to energia, i to ogromna, a odblokować te pokłady złości może zupełnie niewinny impuls. I zdarza się, że traktuje się wtedy kogoś jak przysłowiowy worek treningowy. W tej historii oberwało się mężowi Anki. Ale bywa i tak, że nieumiejętnie zarządzający swoją złością szef wyładuje się na podwładnym, rodzic na dziecku, nauczyciel na uczniu. Nic dziwnego, że pojawia się poczucie winy. Anka nie jest w stanie pójść swoją złością, bo była uczona, że złościć się nie wolno, a za najmniejsze dziecięce przejawy buntu była karana odrzuceniem. Często słyszała od matki: „Odejdź, mama nie chce takiej złośliwej dziewczynki”. Wizja odrzucenia jest po latach wciąż ogromną emocjonalna blokadą. Ania uczy się ufać swoim emocjom, bo one są jej sprzymierzeńcem, a nie wrogiem wymierzającym kary.

Złość (nie)równa się agresja
Andrzej z kolei ma bardzo traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa. Miał przemocowego ojca, który znęcał się psychicznie i fizycznie nad rodziną. Najmniejszy przejaw gniewu ze strony domowników, a sypały się gromy. Ojca w furię mogło wpędzić dosłownie wszystko, przysłowiowa „za słona zupa” kończyła się totalnym kataklizmem. Andrzej z jednej strony nie mógł odczuwać złości, bo mogło się to dla niego skończyć fatalnie, a z drugiej połączył sobie uczucie jakim jest złość z zachowaniem jakim jest agresja. Awantury, wrzaski, obrażanie, rzucanie przedmiotami, rozbijanie mebli, rękoczyny to przejawy agresji. Konsekwencją źle zarządzanej złości bywa agresja, ale nie powinna i nie musi być. Gdy jakaś sytuacja wywoła w nas złość oznacza to, że prawdopodobnie ktoś „godzi” w nasze dobro i trzeba zareagować. Ale asertywnie, stanowczo i kulturalnie broniąc siebie bez zachowań przemocowych, inwektyw, awantur. Andrzej tak bardzo bał się, że wyrażając złość będzie stawał się własnym ojcem, że całkowicie się od niej odciął. W sytuacjach, w których inni ludzie czuliby gniew (np. gdy szef wymagał od niego pracy po 12 godzin na dobę) on czuł smutek i przygnębienie. Podczas psychoterapii małymi kroczkami próbujemy „odczarować” złość, przywrócić jej w życiu Andrzeja właściwą rangę. Są pierwsze efekty: gdy szef zadzwonił do niego w niedzielę o 7 rano zirytował się na tyle, że przypomniał pracodawcy, że ma wolny od pracy dzień i plany nie związane z pracą. To dla Andrzeja duży sukces, tym bardziej, że podczas tej rozmowy nie był w ogóle agresywny.

Asertywnie? Czyli właściwie jak?
Asertywność to postawa, gdy stawiamy siebie na pierwszym miejscu, biorąc jednocześnie pod uwagę racje innych osób. To nie jest egoizm, gdy potrafimy szanować swoje potrzeby, jasno formułować oczekiwania, komunikować co nam się nie podoba, ale także co nas krzywdzi. Ważne, aby szanować przy tym innych, nie ranić ich, komunikować swoje potrzeby z wyczuciem i empatią. Gdyby Anka zaufała swoim emocjom i w tramwaju powiedziała chłopakowi z plecakiem: „Przepraszam, czy mógłbyś ściągnąć plecak, bo bardzo mi przeszkadza” a do szefa: „Niestety ale nie mogę zostać, bo bardzo mi się dzisiaj spieszy, zrobię to jutro z samego rana” prawdopodobnie nie wybuchłaby na męża, a potem nie miałaby „moralnego kaca”, że niepotrzebnie zaatakowała bliską osobę. Asertywność jest bardzo pożądaną umiejętnością w życiu społecznym, jest niezwykle konstruktywna. Jeżeli postawa ta nie została wyniesiona z domu można uzupełnić emocjonalną edukację na warsztatach z asertywności lub podczas indywidualnej psychoterapii.

Złośćmy się, na zdrowie!
Tak jak nie sposób żyć bez stresu, tak i nie sposób się nie złościć. Warto korzystać z funkcji złości jaką jest informowanie o sytuacji godzącej w nasz dobrostan. Rozdrażnienie, irytacja, gniew mogą pobudzić do działań asertywnych, chroniących siebie. Gorzej, jeżeli ktoś przeżywa chroniczną złość, albo szybko wpada w złość na poziomie furii czy wściekłości, szczególnie, kiedy jest to nieadekwatne do sytuacji. To sygnał, że jest jakiś problem, który wymaga pracy z psychologiem/psychoterapeutą. Podobnie niebezpiecznie jest, gdy osoby w ogóle nie reagują złością, lub odczuwają ja na poziomie racjonalnym czy biologicznym a w żaden sposób jej nie wyrażają. Taka nieuzewnętrzniona złość może być powodem depresji czy zaburzeń psychosomatycznych. Pamiętajmy, kontrola emocji polega na wyrażaniu ich w sposób społecznie akceptowalny czyli asertywny. Zatem zdrowiej się pozłościć i skorzystać z energii, którą daje ta emocja niż kumulować w sobie i czekać aż wybuchnie.


psycholog – psychoterapeuta Centrum probalans Warszawa Agnieszka Szafrańska – Romanów
Trwa ładowanie komentarzy...